Wolność opuściła kokon i żarłocznie zjada ją świat
Galeria Objazdowa w warsztacie lekkoduszności utwardza hart firmowego sklepienia.
Żebunie wślizgują pokusne zabiegi na tobyćność oglobloną maściową mością.
Mocium wykrada pędzle, zlizuje farby, marszczy płótna. A pan zajadle szczeka na smycz zwolnioną z woli panowania. Rozpanosza się w wieczności momentach, łypiąc okiem za czystością czynu w sztukach, sztuczkach, wysztuczeniach, sztuka stuka front, afront, pobudka.
Z rury wydechowej machiny Galerii wypaca się pajac. Kwiat lotosu rzadkością uracza gęstwiny napróżnień. Przebierać, rozgarniać, rozdzielać, zapeszać, łypać i spać.
Samozachowawczość bezwarunkuje aby śmietnisko słabości przerzucić na plecy sąsiadom i przeć ku dalszym etapom trawienia przez świat.
Wydolność z dali wydalania wniosek przerabia na błąd. Pobłądzeni niestrudzeni przodkowie budzą w nas potomnych.
Rozkokonia się wolność, skrzydła starte o granice perwersji, na styku skrzywień i pospolitości.
Autor: Bombocjada
Strona Główna