Wcale w ogóle o ogóle a o jestestwieniu w jestestwie
Marzec przypomina o wstydzie czasem nieludzko przypisanemu ludziom.
Lepiej go mieć za wiele niż nie mieć go wcale, pociesza skądinąd obyczaj.
Przypomnienie do przyjmowania kolejnych przepoczwarzeń we wspomnienia nijak stawia nas w teraz, jestestwie nieuchwytnym w ogóle.
Tak jesteśmy bo nas wyjestwiło byśmy wyjestestwieli.
Nim wyjestetwiejemy najestetwijmy, myślmy przed czynem, chociaż spontaniczność najbliższym środkiem do umiaru wstydliwości, wskazana jest drabina rozsądności w piętrzeniu zasobów nieuchwytnych jesteści, jestestwień - jak wolę.
Wiosna burzy drętwienie. Ze zgliszczy długich nocy rodzą pnące się słońcem dni w zacienione dotąd bliskie odmęty twórczych zamyśleń nad rozlewiskiem wytworzeń nadnaturalnych.
Tyle ile wyduśmy spuścizny potrzebnych poczynań na oczekiwania zimujące w nas.
Satysfakcja kwieciem obsypie wiosnę, a wiosna w dwójnasób odsypie za złóż wysypu i naturą rzeczy potoczy się świat.
Wbrew naturze matka nie kazała. Nakazuje oprócz niej obyczaj czerpania wiadrem rozsądku z rzeki pragnienia przez sito sumienia do wazy bez dna dla chochlarzy; subtelnych, siorbaczy, dietetyków, chemików, podjadaczy, wygryzaczy, chemików, chirurgów, wyjadaczy, niejadków, alchemików.
Rzesza przy wazie przez sito z wiadra z naszego gardła i tak do naszego wróci.
A myślą czasem można by było pokarmić koty, aby sny ludzi po dachach poskakały w świetle księżyca, w świetle prawości rozdzielenia natury czynnościami z oceny człowieka, by nadać kres niedomówieniom; Nie budźmy w sobie kota, nim nie obudzimy człowieka.
Strona Główna